sobota, 1 października 2011

O przyczynach i Klemensie



Skąd wziął się pomysł na ten blog?
Po pierwsze pozytywne wychowanie psa tworzy niezwykłą więź. Tej jakości nie da się przełożyć na nic innego. Żeby zrozumieć psa, musisz pojąć siebie. By z nim pracować, dyscyplinujesz myśli. By stać się skutecznym, konieczne jest jeszcze lepsze zarządzanie stanem emocjonalnym.
Od blisko 9 lat uczę ludzi myślenia zorientowanego na cel, balansowania własnym stanem, koncentracji na rozwiązaniach i innych sztuczek podwyższających osobistą skuteczność. Uzi zmusza mnie do praktykowania tego w domu każdego dnia.
Od tylu też lat zaglądam ludziom do głowy i uczę jak się w ten sposób komunikować. By znaleźć porozumienie ze swoim psem musisz ogarnąć chaos myśli. Umieć włączać w sobie ciszę. Wówczas widzisz jak pies intensywnie poszukuje kontaktu z Tobą, jak trudno jest mu Cię zrozumieć.
Dog Campus

Trening z psem to nauka czyszczenia umysłu, to zen.

Można też tego nie doświadczyć. Pozostawić tak jak było. Po prostu zrezygnować z tej wycieczki i nie zobaczyć tych wszystkich ciekawych miejsc. Czuję potrzebę, by o tym opowiadać.


... a teraz o Klemensie
Przypomina mi się też historyjka z moją babcią i Klemensem w roli głównej. Dziadkowie mieszkali w małym miasteczku nad Zalewem Wiślanym. Do tej pory to moje ukochane miejsce na ziemi.
Po drugiej stronie wąskiej uliczki mieszkała rodzina: ojciec z synami. Pierwszy się ożenił i rzadko go widywałam, drugiego nazywali Klemens a trzeci... no, głównie na państwowym wikcie z ograniczonym obszarem wolności osobistej. Po latach okazało się, że Klemens nie wyfrunął z gniazda i został w rodzinnym domu. Jako dziecko bardzo go lubiłam, ponieważ był spokojny i przyjazny. Raz starał się przekonać mnie, że pies mojej babci, Kuba, ma na pewno 24 lata a jeszcze jest żwawy. Dowiedziałam się wtedy, że nie należy do tych dorosłych, których zdania należy słuchać bez weryfiakcji.
Tak czy siak Klemens nieco zdziwaczał z czasem. W przybudówce hodował świnki i z nimi rozmawiał. W sumie nikogo innego do dialogu nie miał. Wytresował Bubusia, by witał go wspinając się kopytkami na ogrodzenie. Wówczas świnek dostawał smakołyk a Klemens chusteczką wycierał mu pyszczek. Sąsiad uparcie twierdził, że Bubuś do niego mówi. Przychodził do moich dziadków pomagać w drobnych pracach wymagających większego wysiłku fizycznego. Dostawał w zmian dobry obiad i czasami parę złotych. W pakiecie usług raczył moją babcią opowieściami od Bubusiu. Ta słuchała go jednym uchem, krzątając się po kuchni, od czasu do czasu odpowiadała coś z uprzejmości.
- Pani Dworzecka, ale ten mój Bubuś mądry, wie pani?
- Mhmm
- A wie pani, co mi dzisiaj powiedział?
- No, co ci powiedział?
- Zachodzę do chlewa, a Bubuś jak zwykle już na ogrodzeniu. I mówi do mnie: Aleś głupi.
- To dobrze ci, Klemens, powiedział.