środa, 12 października 2011

Dopóki mamy płoty

Przypomniała mi się właśnie historia, gdy nasza jamniczka (ta, której już nie poznałaś) groziła pożarciem owczarkowi podhalańskiemu. Zobaczyła go przez płot i ujadała biegnąc wzdłuż siatki. Pies biegł również. I tak wrzeszcząc na siebie dotarły do miejsca, gdy nagle płot się skończył. Mina Nuty była bezcenna, gdy zobaczyła, że nie dzieli ich już nic. :D Psy zamilkły i ostrożnie rozeszły się każdy do swoich obowiązków.
bazinga
Mhm. Myślę sobie... zauważyłam, że na forach dyskusyjnych ludzie zachowują się jak burki przez płot. Już nie wspominam o dyskusjach o polityce ale zwykłych społecznościowych grupach. Najgorzej jest tam, gdzie ludzie mogą poczuć swoje terytorium na tyle silnie, że stojąc za płotami, za balkonami, za szybami itp. mogą być brytanami. Przecież nikt nie widzi, czy to york, czy beagle czy owczarek niemiecki.
Z usteczkami w ciup natomiast ładują sobie uczestnicy grup eksperckich. Mówię Ci, niezwykły widok. Najgłośniejszy jazgot jednak słyszę na ogólnych forach tematycznych. Na przykład o psach.
o nas się kłócą?
A jak? Kłócą się, szczypią, skubią, kipią agresją. Każdemu się wydaje, że "trochę się zna". I to nagle staje się terytorium do obrony. W gruncie rzeczy skoro się obsikało granice, to teraz ich trzeba bronić. A jak nikt nie atakuje, to można trochę poudawać, że jest najazd. To tak, jakbyście na osiedlu zaczęły szczekać na siebie z balkonów.
ciekawe, co by było, gdyby im się wszystkim nagle płot skończył
hehe, głupio, nie?