piątek, 16 września 2011

Asertywność według Uzi


Czarno-biały kłębek za moimi plecami.
Uzi ma dzisiaj jeden rok, trzy miesiące, trzy tygodnie i pięć dni.
Przypomina mi o tym PitaPata, uaktualniajac się każdego dnia:

PitaPata Dog tickers

Tyle tytułem wstępu. Nic innego nie wymyśliłam rozpoczynając pisanie tego bloga.
 Codziennie ćwiczymy się w cierpliwości a dwa razy w tygodniu agility. Od niedawna.

W tym tygodniu dowiedziałam się od swojego psa, że mogę pisać wykłady o asertywności, uczyć asertywności, ćwiczyć siebie i innych w asertywności a pies i tak znajduje wszelkie dziury w moich granicach niczym dobry pies tropiący. E, tam, myślę, moje granice mają się dobrze.
Nie postawiłaś MI granic, więc się nie czepiaj.
W porządku. Asertywność dotyczy nas samych - moich reakcji, moich emocji, mojej komunikacji, moich odczuć - w relacji z drugą osobą. To praca we własnym ogródku z poszanowaniem praw wszystkich wokół.
Dobrze, że mnie szanujesz. Wówczas mogę robić co chcę.
I co mam na to powiedzieć? Czy wolno mi mówić innym co mają robić? Jak się zachowywać? Dokąd mogą się posunąć?
Ty myśl, a ja tym czasem pójdę oszczekać sąsiada. A co mnie obchodzi, co Ty czujesz, kiedy ja pełnię swoje obowiązki?
W gruncie rzeczy co mnie obchodzi nogawka sąsiada? To nie ja wchodzę z nim w interakcję. Mam prawo wymagać, by asertywnie powiedział mi co o tym sądzi. Z poszanowaniem mojej godności rzecz jasna. Przynajmniej ja mu grzecznie odpowiem.
Uzi patrzy na mnie jak na zjawisko.
Szanuj moją pracę i nie ograniczaj mnie w robocie. Ty sobie pisz wykład o asertywności a mi pozwól być sobą.
Może i nie powinniśmy mówić innym o tym co jest białe a co czarne i nie do nas należy pokazywać im, gdzie są granice, które nas nie dotyczną. Nie należy przecież nikogo pouczać.
Ale przecież trzeba dbać o porządek na swoim podwórku. Może wcale nie jest stosowne być miłym, jeśli ktoś pachnie robieniem niewłaściwych rzeczy. Jeśli szczypnięcie w łydkę ma być dbaniem o swój teren to ja w to wchodzę.